H&M,  podróże,  recenzje

Jaka książka na wyjazd z dziećmi? … Szyjaki

Jak wiecie, dotarliśmy do apartamentu w Krakowie…

Po fantastycznych widokach w drodze i pogodzie zapewniającej nam świeże powietrze w mieście, Kraków wydawał się brudny, mroczny, zakorkowany i bardzo zniechęcający. Na dzień dobry, a właściwie dobry wieczór, wystaliśmy się w gigantycznym korku i prawie nas trafiło, jak dowiedzieliśmy się, że tą drogę mogliśmy pokonać na skróty osiedlowymi uliczkami. Ale człowiek uczy się na błędach … odnotowaliśmy skrzętnie ten fakt i nie zamierzaliśmy dać się więcej wyprowadzić w pole.

Dzieciaki mało jaja nie zniosły, jak przemieszczaliśmy się 10 metrów na 10 minut … a że mamy ich aż czwórkę, to łatwiej wyjąć im po jaju niespodziance i dalej studiować mapy, aniżeli czekać na cud … aczkolwiek przekupstwo czekoladą nie jest najroztropniejsze, nasza wymuskana skórzana tapicerka w nissanie odczuła Krakowskie korki, dzieciaki znalazły nową nazwę … czekoladopicerka … 🙂 🙂

Jak wiecie, przy wyjazdach i czwórce małych dzieci zabawki są niezbędne i bardzo potrzebne. Pierwsze pytanie po otworzeniu drzwi apartamentu … mamo, a gdzie są zabawki ??? Gdy nie ma zabawek, zwierzaczków, przytulanek i całego stada klocków, powstaje straszliwy zamęt spowodowany tym, że dzieciaki się nudzą. Dzieciaki wpadają w podróżniczy szał. Wówczas jak wiecie z doświadczenia przeszkadzają, ganiają się, skaczą po łóżkach i robią wszystko to, czego my – dorośli nie chcemy, nie lubimy i nie tolerujemy, i wołamy …. nieeeeeee rób … , nieeeee skacz…, nieeeee ruszaj bo stłuczesz !!!!  Pomiędzy naszym wołaniem uspokajającym dzieci, słychać tylko…. gdzie zabawki, gdzie zabawki ……

Nie spodziewaliśmy się, że po przyjechaniu na nocleg, zastaniemy kącik dla dzieci, no bo i po co … za to dzieciaki znalazły szafy… mnóstwo szaf…. a najfajniejsze było to , że były puuuste … więc schowek na dzieci był idealny …

Ale o tym innym razem … i miejmy nadzieję, że nas właściciele nie zlinczują jak poznają szczegóły naszego pobytu w ich apartamencie …

Jednak ekspresowa wyprawa jaką zafundowaliśmy sobie, była tak spontaniczna, że nie było czasu na ustalanie detali „zabawkowych” z właścicielem apartamentu. Nasza „awaryjka” po raz kolejny nie zawiodła … kolorowe kredki, kartki do malowania, kolorowanki … i dzieci mieliśmy na chwilę z głowy… a w nagrodę za piękne rysowanie i kolorowanie … wieczorne czytanie książeczki. Specjalnie dla nas Szyjaki stworzyły mega książeczkę, książeczkę inną od wszystkich…

 

 

 

 

 

Czytanie tej książeczki, to jednak nie czytanie …. to czytanie inne niż standardowe … to czytanie z niezapisanych kart. Dzieciaki uwielbiają takie zabawy, a jeżeli wprowadzimy je do swojego repertuaru na co dzień, to takie „wymyślajki” będą hitem przewodnim każdego sobotniego wieczoru, a dzieciaki mega szybko znajdą się w łóżkach, by sobie choć troszkę „po gdybać”.

A tworzenie historyjek na bieżąco, przez samych naszych małych milusińskich, jest to nie lada gratka dla słuchających dorosłych … o ile słuchają… bo dorośli, jak to dorośli zawsze mają inne ciekawsze dla nich zajęcia niż słuchanie dzieci.

Jednak wyobraźnia działa, oj działa !!! Mózg pracuje na szybkich obrotach… dzieciaki prześcigają się za każdym razem, które wymyśli śmieszniejszą, ciekawszą i niepowtarzalną część historyjki o sowach.

Ach tak … zapomniałam dodać. Naszymi bohaterami są sowy. Analogicznie jest ich cztery, każda sowa dostała imię naszego dziecka – Lew, Aurora, Savitar i Amon. Wiec zamiast wora zabawek, a wpakowaliśmy do samochodu już cała torbę przytulanek, zabraliśmy ze sobą tylko tą książeczkę, którą zaprojektowała i wykonała dla nas Pani Magda z firmy Szyjaki na specjalne nasze zamówienie i …. o niebiosa! … dziękujemy wam za to, że postawiliście nam ją na drodze !!! Realizacja zamówienia jest fantastyczna, a wymuskane detale książeczki powalają na kolana.

Długo zastanawiałam się jak pogodzić całą naszą czwórkę… żeby żadnemu dzieciaczkowi nie było przykro. Nasza książeczka zrobiona jest niestandardowo, jest mega, mega długa. Doszliśmy do wniosku, że w ten sposób wszystkie dzieciaczki mogą usiąść koło swojej części książki i żadne sobie nie będzie przeszkadzało. Wszystkie działają razem, razem planują przyszłość sów, razem przygotowują dla nich posiłek, razem ich myją, zachowując kolejność od najmłodszego, bo najmłodszy ma najmniej cierpliwości 🙂

Uczą się wyrozumiałości, wspólnego działania, wspólnego podejmowania decyzji – uczą się współpracy, która jest tak ważna w obecnym świecie.

Sowy … strzał w dziesiątkę. Te leśne ptaszyska, przemieniły się w cukierkowate sówki, których domem jest ogromniaste drzewo. Na drzewie są listki, a na listkach napisane wszystkie imiona sów, a właściwie imiona naszych dzieci: Lew, Aurora, Savitar i Amon … gdyby pojawiło się piąte, będziemy musieli zgłosić się do Pani Magdy, by nam pomogła dokonać cudu i wymyśleć coś jeszcze lepszego … he he he …

Nasze Sowy uwielbiają latać po labiryncie, który jest następny w kolejności. A gdy już się zmęczą wybija godzina do spania… zegar doskonale nadaje się do wieku 1-2 klasy szkoły podstawowej, dziecko dumnie ustawia godzinę wyuczoną na zajęciach w szkole, ucząc młodsze rodzeństwo rozpoznawać godzin. Autorytet murowany …

Dzieciaki bawią się perfekcyjnie, nie ma wrzasków i przepychanek, każde ma coś do powiedzenia i do dodania, wspólnie tworzą historyjkę, na wzajem się słuchają, w lot podłapują, co może być dalej i jak potoczy się kolejne kilka minut z życia Pana Sowy lub Pani Sowy, razem się śmieją  i realizują wspólną zabawę.

Książeczkowe sowy myją się i idą spać. Sowy mają swoje łóżka.  Jest tam podusia i kołderka … Noc zapadła. Sowy słodko śpią …

 

 

 

 

A w książeczce ranek nastał …

Książeczkowy zegar z kukułką budzi nasze bohaterki sowy … z zegara wyskakuje kukułka… ku ku , ku ku … wołają dzieciaki …

Sowy posłusznie wlatują do łazienki, myją zęby … ręczniczki powieszone przy umywalkach, lusterko, prysznic i nawet zabawki do kąpieli mają sowy!!! Pełen rarytas … chciałabym być taką sową … hi hi hi

Dbałość o szczegóły zachwyca w książeczce.

 

 

 

Sowy odświeżone, zrelaksowane i gotowe do dnia codziennego idą/lecą ekspresem do kuchni …. ale umyte muszą być wszystkie, bo kuchnia jest na drugiej stronie naszej willi 🙂 🙂

Odwracamy ….

Kuchnia … to ulubione miejsce chyba każdej matki. U nas w kuchni spędzamy …. hmmm… hmmmm … sporo czasu… i żeby było śmiesznie nasze sowy również uwielbiają to miejsce …

 

 

 

Mamy tu półki wyłożone małymi filcowymi warzywami i owocami przyczepionymi na rzep … marchewka, jabłka, pomarańcze … w lodówce króluje kurczak … a obok kuchenka, na której można na patelni usmażyć kurczaka i  piekarnik gdzie dzieciaki pieką doskonałą pizze dla naszych bohaterów bajki. O niebo … Pizza jest podzielona na cztery kawałki!  A stół dostosowany do czterech osób/sów …

Aurora powiedziała, że na wigilię musimy zrobić dodatkowe miejsce dla niespodziewanego gościa … uśmiałam się do łez …

 

I talerze poszły w ruch. Pizza podzielona …. kurczak na patelni smaży się jeszcze ….

ech… piękne pomysły dla dzieci…

cudnie pokazane elementy, rozwijające zmysł dotyku… malutkie owoce przemieszczają się z talerza na talerz… cud malina, palce lizać 🙂

 

 

 

Co wieczór powtarzaliśmy ten wspaniały rytuał czytania, przez opowiadanie.

I wiecie co? Wspaniale na nich patrzeć, jak siedzą i wspólnie planują przyszłość małych, leśnych ptaszków. Jak ustalają zasady rannego wstawania, mycia, jedzenia i wspólnej zabawy. Warto nacieszyć oczy zanim, dorosną i będą oburzać się na wszystko i wszystkich dookoła …

 

facebook: Szyjaki

YouTube: Szyjaki

 

 

2 komentarze

  • Monika Flok

    No powiem moglabym czytac i czytać tą Waszą książeczkę z dziećmi,pomysł z tą długością świetny szkoda ze nie pomyślałam wcześniej my mamy taka bardziej sensoryczna dla mlodszej na roczek zamówiłam u koleżanki fo dziś siedzą obie z tym ze raz jedna raz druga i bawią się.Wasza z tymi opowieściami świetna Jak tylko uda mi się i chęci będą sprobuje zrobić taką moim bo tym wpisem tak mnie nakrecilas na nią pozdrawiam

    • pietragusy

      Takich małych, pojedynczych książeczek też mamy kilka, ale nie ma tego co wspólne, więc każdy sobie rzepkę skrobie. A tu całkiem fajnie się bawią, wspólna akcja, wspólne pomieszczenia, wspólne garczki, świetna sprawa do nauki współpracy rodzeństwa, niekoniecznie na wyjazdach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook